Tych produktów nie używam w kuchni. A Ty?

Zainspirowaliście mnie do stworzenia tej listy, Drodzy Czytelnicy i Widzowie, przy okazji komentowania przepisu na wywar warzywny. Są produkty, których nie kupuję od lat, chociaż kiedyś z nich korzystałam. Tych produktów nie używam w kuchni, a Ty?

To nie było tak, że pewnego dnia postanowiłam: od dziś tego wszystkiego nie kupuję. Cały proces trwał około dwa lata, ale większość tych produktów faktycznie pewnego dnia przestałam kupować, tak po prostu, z marszu, żeby już nigdy nie pojawiły się w mojej kuchni. Polecam, bo często nawet nie zastanawiamy się, co zawierają i nie wiemy, że niektóre nie są dla nas zdrowe. Używały ich nasze mamy, używamy i my. Odruchowo sięgamy po nie, stojąc przy sklepowych półkach. A można inaczej, lepiej, zdrowiej. W domu, bez poświęcania nie wiadomo jak dużo czasu. Oto 10 produktów, których nie używam w kuchni. A dlaczego?

1. Kostki rosołowe

Wychowała się na nich większość z nas, dzieci urodzonych w latach ’80. Mamy cieszyły się, że mogą ugotować zupę na szybko, a dla nas, wychowanych na takich zupach, kostki stały się oczywistym składnikiem. Zawierają mnóstwo soli i glutaminian sodu, który nadaje zupom charakterystycznego smaku. Gościły w mojej kuchni jeszcze na początku przygody z blogowaniem, ale z czasem zrezygnowałam z nich i drażni mnie, że producenci reklamują je w taki sposób, żeby wszystkim nadal wydawało się, jak przyjemne i rodzinne jest gotowanie na kostkach. Daleko im do prawdziwego wywaru drobiowego, wołowego lub warzywnego, tak samo jak galaretkowatym bulionom sklepowym, które zawierają śladowe ilości prawdziwego wywaru mięsnego. Jeśli z nich korzystać, to tylko w skrajnie awaryjnych sytuacjach. Nie na co dzień.

Chcąc zaoszczędzić czas, a nie posiadając zamrażalnika, zamiast kostek lepiej kupić bulion w słoiku lub kartonie, bez niepotrzebnych polepszaczy smaku czy konserwantów. Warto też mieć w domu zapas drobniutko posiekanych, suszonych warzyw i ziół: marchewki, pietruszki, selera oraz lubczyku, tymianku i rozmmarynu. Można też kupić gotowy zestaw bez zbędnych składników, tylko z warzyw i ziół, i ugotować z masłem, cebulą oraz solą i pieprzem jako szybki wywar warzywny.

2. Zupy i sosy z torebek

Moja mama korzystała z sosów pieczeniowych jasnych i ciemnych w torebkach, podczas gdy prosto i taniej jest przygotować zasmażkę i rozprowadzić ją wywarem z mięsa lub sosem wytopionym podczas pieczenia pieczeni czy duszenia rolad. Zupa z torebki powinna być ostatecznością, kiedy daleko do cywilizacji i nie ma absolutnie nic innego do jedzenia :D. Najlepsze i najzdrowsze są zupy domowe.

3. Margaryna i tłuszcz palmowy

W czasach, kiedy trudno było kupić masło, margaryna cieszyła się popularnością, bo była dostępna i tania. W latach ’90 reklamy wmówiły nam, że jest zdrowsza od masła. W Polsce Ministerstwo Rolnictwa przeznacza specjalny budżet na promowanie margaryny i chociaż dotychczas mówiło się, że jest niewskazana dla dzieci poniżej 3 roku życia, dziś przekazuje się matkom, że mogą wprowadzać margarynę do diety dziecka znacznie wcześniej. Reklamy margaryny nawiązują do tradycji domowego pieczenia: święta, mama z córką, babcia z wnuczką… Jak jest naprawdę? Tradycyjnym produktem do wypieków było i jest masło, zapamiętajcie to sobie :). Margaryna jest tanim tłuszczem roślinnym utwardzonym i przez to zawiera niezdrowe tłuszcze TRANS. Wcale nie obniży Wam poziomu cholesterolu, bo ten podwyższa się nie od masła, a od diety bogatej w mięso i przetworzone produkty, ubogiej w warzywa. Podczas kiedy u nas margarynę poleca się nawet dzieciom, bo mamy nadprodukcję, Amerykanie wycofują ją z rynku. Sami wyciągnijcie wnioski :). Ja wolę masło i dobrej jakości oleje, np. kokosowy, z oliwek, rzepakowy. Sama robię też masło klarowane do smażenia.

Utwardzony tłuszcz palmowy to kolejne zło współczesności. Nie kupuję produktów, które mają go w składzie. Kryje się czasem pod innymi nazwami, np. „utwardzone tłuszcze roślinne”.

4. Pasztet

Sklepowe pasztety to głównie najgorszy rodzaj mięsa: skóry, chrząstki itp., mięso oddzielane mechanicznie, dużo soli i konserwanty. Jeśli pasztet, to tylko domowy. Można upiec go więcej, podzielić na nieduże porcje i zamrozić.

5. Maggi, vegeta, ziarenka smaku

Do rosołu, w trakcie gotowania, najlepiej dodać opaloną cebulę i suszony lubczyk, który łatwo znaleźć w sklepach na półkach z przyprawami. Zapewniam Was, że Maggi jest wtedy zbędnym dodatkiem. Vegeta to sól, glutaminian sodu i żółty barwnik. Lepiej zastąpić ją kurkumą, solą, ziołami i suszonymi warzywami bez dodatków. Reklamy nauczyły nas, że z Vegetą smakuje lepiej. To nieprawda. Jest to intensywny, charakterystyczny aromat i wszystko smakuje z nim dokładnie tak samo. Ziarenka smaku to też glutaminian sodu. Kiedy zjada się go dużo, zatraca się poczucie naturalnych smaków. Jedzenie bez glutaminianu sodu wydaje się niesmaczne, mdłe. Zapewniam Was, że po jego odstawieniu poczucie smaku wróci po ok. 2 tygodniach.

Od lat sprawdzam składy na etykietkach i nie kupuję produktów, które go zawierają. Wolę aromatyczne przyprawy tj. curry, cynamon, chili i mnóstwo ziół. Wystarczy, że glutaminian sodu naturalnie występuje w żółtym serze. W innej formie go nie spożywam.

6. Cukier wanilinowy

Nie przeszkadza mi sposób, w jaki jest produkowany, bo wanilinę, w tańszy sposób niż z wanilii, można pozyskać z odchodów krów. Nie każdy wie, że w podobny sposób pozyskuje się też kultury bakterii do niektórych probiotyków. To, co mi nie odpowiadało w cukrze wanilinowym to jego cena. Za 1 kg płacimy ok. 100 zł, dlatego o wiele lepiej kupić osobno laski wanilii i przygotować domowy cukier waniliowy.

7. Polewy, kremy, budynie i kisiele z torebek

Budyń domowy, w wersji waniliowej lub czekoladowej, gotuje się w kilka minut. Zamiast torebki budyniu, za którą płaci się 2 zł, a która zawiera kilka łyżek mąki, cukier i aromat, wolę kupić mąkę ziemniaczaną i pszenną, dodać do mleka, posłodzić. Taniej i naturalnie. Tak samo w przypadku kisielu i kremu do tortu.

8. Przetwory z owoców z dodatkiem syropu glukozowo-fruktozowego

To już lepsze są nawet te z żelatyną. U mnie przetwory z owoców nie goszczą na stole zbyt często, bo przez cały rok kupuję świeże, sezonowe, polskie lub importowane. Nie mam miejsca na większą liczbę słoików. Mam zapas kilku słoiczków powideł śliwkowych, dżemu truskawkowego i morelowego, które wykorzystuję do ciast. W tym roku planuję zrobić je w wersji bez cukru, słodzone ksylitolem i daktylami, zagęszczane jabłkową pektyną.

9. Serki topione

Ni to ser, ni margaryna. Cała masa dziwnych składników do kompletu. Zamiast nich polecam kupić sery pleśniowe o kremowej konsystencji lub inne, smaczne sery francuskie czy włoskie. Lepiej rzadziej zjeść coś droższego, ale smacznego i wysokiej jakości niż coś słabego, a codziennie. W wersji ekonomicznej można zrobić domowy ser smażony. Też pasuje do kanapek :).

10. Parówki

Nie lubię, podobnie jak nie przepadam za wędlinami. Od lat jadam ryby i owoce morza, a pozostałe mięsa pojawiają się na moim talerzu w drodze wyjątku, kiedy jesteśmy z Mariuszem w podróży i nie mam innego wyboru. Nie kupuję parówek, wędliny też pojawiają się u nas sporadycznie, bo mój partner też nie jest ich fanem. Niełatwo o parówkio dobrym składzie, jako dziecko regularnie trułam się nimi i polecam gorąco czytać skład i nie kupować byle czego, zwłaszcza swoim dzieciom :).

Dorota Kamińska

Blogerka kulinarna, fotograf, podróżniczka

Cześć, mam na imię Dorota i publikuję przepisy kulinarne z filmami wideo na DOROTA.iN i jestem autorką książki „Superfood po polsku”. Uwielbiam gotować i karmić siebie i innych, kiedyś moim hobby było pieczenie serników, a potem „wkręciłam się” w odchudzanie… posiłków ;). Od ładnych paru lat doradzam, jak jeść smacznie i zdrowo (da się!), żeby dobrze się czuć, mieć mnóstwo uśmiechu i energii oraz miło spędzać czas, nie tylko w kuchni.Więcej o mnie | Dorota Kamińska na G+

1 komentarz

Napisz do mnie :)

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.