Post warzywno-owocowy – moje wrażenia i efekty po 3 tygodniach

Pora na podsumowanie, bo obiecałam Wam zebrać wszystko w całość. Przez 3 tygodnie, a można maksymalnie przez 6, przeprowadzałam warzywno-owocowy post dr Ewy Dąbrowskiej czyli dietę oczyszczającą i uzdrawiającą, o której szerzej będzie w osobnym wpisie, a tutaj wspomnę tylko, że nie jest to dieta odchudzająca, powinno się ją przeprowadzać pod okiem lekarza, chyba że nic, ale to absolutnie nic poważnego (np. rak, epilepsja, ciąża, anemia) nie dzieje się w Waszych organizmach, macie dobre wyniki i energię oraz zapas kilogramów, których będzie Wam ubywać w trakcie poszczenia.

Zobacz też: Efekty mojej monodiety ryżowej – oczyszczanie w 3 dni

Przez 3 tygodnie robiłam notatki, liczyłam zjedzone kalorie, korzystając z tabele-kalorii.pl, a na Facebooku i Instagramie mogliście śledzić, co jem, jak się czuję i jak sobie radzę bez nabiału, mięs, ryb, alkoholu, kawy, tłuszczu, warzyw strączkowych i wysokoskrobiowych oraz wysokocukrowych owoców. Wbrew pozorom, nie było bardzo trudno, chociaż zdaję sobie sprawę, że jako osoba pracująca we własnym domu miałam łatwiej, nie musząc stołować się w stołówce lub barze czy nosić do pracy pudełka z własnym jedzeniem.

Polecam lekturę książek autorki postu. Dr Ewa Dąbrowska wyjaśnia w nich cel, działanie i efekty:

Dla przypomnienia dodam jeszcze, że codzienna dawka kalorii, przy której ta dieta ma jakikolwiek sens, to 800 kcal. Powyżej tego organizm nie uruchamia tzw. procesu samoleczenia. Dieta jest bezpieczna dla przeciętnego człowieka, a post, w dawnych czasach, był naturalnym procesem przeprowadzanym przez ludność, który zakończyła współczesność, wraz z postępem technologicznym oferując zawsze dostępne i łatwe do przetransportowania jedzenie.

Post warzywno-owocowy – moje wrażenia – film wideo

Obejrzyj bezpośrednio na moim kanale na YouTube

Post warzywno-owocowy – dziennik mojej diety

Dzień 1. Rozpoczyna się fala upałów w Polsce. Będzie łatwiej, bo zamiast jeść, będzie mi się chciało pić. Poza tym mam gwarancję, że nie będzie mi zimno.

Stosowałam już różne diety: te odchudzające i te oczyszczające, np. monodietę ryżową, którą powtarzamy raz na kilka miesięcy z Mariuszem. Post warzywno-owocowy zaskakuje mnie ilością jedzenia, które można zjeść. Kiedy nie towarzyszą nam składniki tj. mąka, nabiał, orzechy czy tłuste sery, warzywa i owoce dozwolone w tej diecie można jeść bez końca, oczywiście w ramach limitu kalorii. Ale uwierzcie, trzeba się trochę „nagimnastykować”, bo dozwolone warzywa mają tych kalorii naprawdę mało. Podjadam przez cały dzień surowe lub zagrzane na patelni bez tłuszczu marchewki, pietruszkę, paprykę, jem owoce (grejpfrut i borówka amerykańska) i piję dużo wody. W ogóle nie jestem głodna. Tabele kaloryczne na koniec dnia pokazują, że zjadłam 635 kcal. Mało. Muszę jeść pomiędzy 700-800 kcal, żeby nie zaczęła mi spadać waga.

Dzień 3. Spokojnie dobijam niemalże do 800 kcal i nie czuję głodu. Dwa dni niemal wyłącznie na surowych warzywach: marchewka, pietruszka, buraki, seler naciowy i niestety, są pierwsze skutki uboczne w postaci wzdęć. Czuję wzmożoną perystaltykę jelit, to podobno dobry znak i po kilku dniach wszystko wróci do normy. Zobaczymy, jak to będzie, jeśli wzdęcia wrócą, trzeba będzie zwiększyć ilość warzyw gotowanych. Może organizm się przyzwyczai.

Pierwsza beztłuszczowa i niesolona zupa z kalafiora na wywarze z warzyw ugotowanych w wodzie i pieczonej papryce, bez dodatku śmietanek, serków czy mleka, za mną. Trzeba ją było nieźle doprawić pieprzem, papryką i ziołami. Gazpacho bez chleba i tłuszczu zrobione. Sok z natki pietruszki, ale w wersji bez cukru: pęczek natki, dwa grejpfruty i jedna cytryna. Świetny na upały. A dziś mnóstwo jarmużu: zmiksowałam dwie garście z dodatkiem jednej garści borówek amerykańskich i jednego grejpfruta. Daje uczucie sytości.

Dzień 4. Upały i dalszy ciąg koktajli. Dziś szpinak, grejpfrut i jabłko zmiksowane na gładko, rozcieńczone wodą. Cały litr koktajlu na cały dzień. W ciągu dnia zjadłam też marchewkę, dwa buraki, pietruszkę i… usmażyłam pancakes na mące razowej dla Mariusza :). Dalej nie chodzę głodna i, powoli, praca jelit wraca mi do normy.

Dzień 7. Ciężko pójść na urodziny, na których jest serwowany tort bezowy, ale udało mi się :). Pierwszy tydzień diety za mną, czuję się świetnie i nie chodzę głodna. Jak skończą się upały, będę sobie przygotowywać ratatouille bez tłuszczu, wina i soli, po prostu uduszę warzywa pod przykryciem na ceramicznej patelni. Będę też jeść więcej surówek na bazie sałaty, rukoli lub roszponki, pomidora i innych warzyw oraz owoców. Ograniczam się do jedzenia jednego grejpfruta dziennie, ale dozwolone owoce kuszą, oj kuszą!

Dzień 10. Kryzys. Napatrzyłam się na milion pięknych zdjęć jedzenia i najchętniej pochłonęłabym wszystko, nawet te potrawy, których nie jadam, bo i tak nie mogę. Smażyłam wczoraj naleśniki i  racuchy drożdżowe, dziś przygotowywałam lody waniliowe i to wszystko przez to! Pocieszacie, że to minie. Staram się dzielnie trzymać :). Nie zapisałam dziś, ile czego zjadłam, a wiem, że zjadłam sporo, chociaż limitu kalorii raczej nie przekroczyłam. Od jutra znów dyscyplina!

Dzień 14. Dwa tygodnie za mną, cztery tygodnie, teoretycznie, przede mną. Jest coraz trudniej i może okazać się, że post zakończę szybciej, bo, niestety, zaczyna mi ubywać kilogramów, co nie jest wskazane przy tak szczupłej sylwetce. Wyostrzył mi się smak i powonienie, niesamowicie! Co czasem sprawia, że nie jest najłatwiej, bo wyobraźcie sobie siebie na marchewce, pomidorze i grejpfrucie, podczas kiedy Mariusz smaży cebulkę na klarowanym maśle, a potem robi pyszną jajecznicę. Kalorię liczę uważnie i jestem na pograniczu 700-800. Codziennie zjadam jednego grejpfruta i jedno jabłko, do tego kilka marchewek. Pozostałych kalorii dostarczają mi warzywa, a tych, uwierzcie, można zjeść całe mnóstwo, są tak niskokaloryczne, że czasami gotuję brokuły lub kalafior i zjadam sama jedną sztukę na obiad, chociaż najlepsze są aromatyczne, doprawione ziołami i przyprawami zupy kremowe oraz duszona cukinia, cebulka, czosnek, bakłażan, papryka i pomidor czyli beztłuszczowe i bezalkoholowe ratatouille.

Moja skóra wygląda świetnie, ale, niestety, wydaje mi się, że trochę mocniej zaczynają wypadać mi włosy. Nie odczuwam żadnej gorączki, nic mnie nie boli (a zapowiadano to jako możliwe objawy).

Dzień 21. Koniec mojego postu, chociaż w planie był jeszcze przynajmniej tydzień. Waga wskazała 48 kg, co przy wzroście 168 cm jest już za niską wartością, a i sił zaczęło mi w ciągu kilku ostatnich dni brakować nawet na dłuższe spacery. 3 tygodnie – to też niezły wynik! Bywały trudne momenty, ale ogromnie cieszę się, że przyjaciele zarazili mnie entuzjazmem do przeprowadzania tego postu raz w ciągu roku. Na pewno w przyszłym znów go zrobię :).

Post warzywno-owocowy – oczekiwania i rzeczywistość

Słyszałam i czytałam różne historie związane z efektami, jakie może przynieść post warzywno-owocowy opracowany przez dr Ewę Dąbrowską. Organizm, uruchamiając mechanizm samoleczenia, żywi się wszystkim, co w nim niepotrzebnie zalega. Spalana jest zapasowa tkanka tłuszczowa (najprostsze paliwo magazynowane na „ciężkie czasy”), „zjadane” grube, przerośnięte blizny, zgrubienia przy stawach, włókniaki itp. Oczyszczają się zatkane żyły, zmniejszają żylaki, znikają stany zapalne. Podobno odchodzą nawet problemy związane z niepłodnością.

Bardzo liczyłam na zmniejszenie moich blizn (mam ich kilkadziesiąt na całym ciele, po usuwaniu licznych znamion) i poprawę stanu żył w nogach (w 2003 roku miałam poważny wypadek na nartach, otwarte złamanie 2. stopnia, dwie dość skomplikowane operacje i krążenie już nigdy nie wróciło do stanu przedurazowego). Kilka lat temu, w specjalistycznej klinice, ostrzykiwano mi najbardziej widoczne żylaki, teraz kolejne zaczynają się uwidaczniać. Wiązałam ogromne nadzieje z pozbyciem się przebarwień skóry na twarzy.

3 tygodnie to za mało na spektakularne efekty, ale widać poprawę. Żyły są w odrobinę lepszym stanie. Blizny potrądzikowe na twarzy zmniejszyły się i, pomimo schudnięcia, skóra ma jednolitą strukturę, bez żadnych wgłębień. Te na ciele, grubsze, zmniejszyły się w niedużym stopniu – są trochę bardziej płaskie, niektóre delikatnie węższe i jaśniejsze – pytanie czy to nie jest kwestia zgubionych kilogramów? Skóra ma ładny kolor i jest doskonale nawilżona. Przebarwienia na twarzy, niestety, bez zmian. Minusy? Zaczęły mi mocniej wypadać włosy i mam nadzieję, że teraz znów wrócą do normy. Warto pamiętać, że podczas postu niewskazany jest wysiłek fizyczny. Nawet jazda rowerem do miasta może okazać się wyczerpująca, zwłaszcza jeśli rano nie zjadło się owoców, tylko same warzywa. To bardzo ważne, żeby dozwolone owoce też były obecne w posiłkach.

Blizny po znamionach delikatnie rozjaśnione
Blizny po znamionach delikatnie rozjaśnione
Blizna po usuwaniu tatuażu
Blizna po usuwaniu tatuażu delikatnie spłaszczona i jaśniejsza
Żyły i żylaki w minimalnie lepszym stanie
Żyły i żylaki w minimalnie lepszym stanie
Przebarwienia skóry
Przebarwienia skóry niestety bez zmian

Teraz energia jest, siły są, jest dobrze :).

Trochę żałuję, że nie sprawdzę, czy stan moich żył poprawiłby się przez kolejne 3 tygodnie. Trochę za krótko, ale może kolejnym razem uda się dłużej. To, co każdy z Was podczas tego postu zauważy na pewno, to płaski brzuch i regularne wizyty w toalecie :).

Czas na wyjście z postu

Teraz czas na mądre i stopniowe wychodzenie z diety – pamiętajcie o tym, jeśli i Wy będziecie mieć spory spadek wagi – lepiej zakończyć post wcześniej, bo trzeba jeszcze przez jakiś czas stopniowo z niego wychodzić i to nie może wyglądać tak, że od razu zaczynamy jeść dużo, tłusto, słodko i znów niezdrowo, bo odzwyczajony od większej dawki kalorii organizm szybko zacznie to odkładać na zapas.

Ten post to dobry wstęp do przyzwyczajenia się do jedzenia dużych ilości warzyw i owoców na co dzień. Wskazuje kierunek, w którym warto podążać na drodze do zdrowego żywienia, dobrego samopoczucia i pięknej sylwetki. Na pewno będę go powtarzać jeden raz w roku.

Czekam na Wasze historie, zwłaszcza tych z Was, którzy mi kibicowali i opowiadali, że też tę dietę przeprowadzali. Jak się czuliście? Dostrzegacie jakieś zmiany na lepsze? Dajcie znać!

Dorota Kamińska

Blogerka kulinarna, fotograf, podróżniczka

Cześć, mam na imię Dorota i publikuję przepisy kulinarne z filmami wideo na DOROTA.iN i jestem autorką książki „Superfood po polsku”. Uwielbiam gotować i karmić siebie i innych, kiedyś moim hobby było pieczenie serników, a potem „wkręciłam się” w odchudzanie… posiłków ;). Od ładnych paru lat doradzam, jak jeść smacznie i zdrowo (da się!), żeby dobrze się czuć, mieć mnóstwo uśmiechu i energii oraz miło spędzać czas, nie tylko w kuchni.Więcej o mnie | Dorota Kamińska na G+

18 komentarzy
  1. Wszystko ładnie pięknie – mam pajączki na nogach, które może by zareagowały na taki post. Tylko jak żyć bez aktywności fizycznej? Nie ćwiczę, ale do pracy 5km jeżdżę rowerem, do sklepu, zakupy przynieść trzeba [warzywa ważą :p] W pracy też się nalatać trzeba. Chyba niestety nie jest to rozwiązanie dla mnie

    1. Zawsze możesz spróbować i przerwać, jeśli się okaże, że to jednak nie to. Kilka dni postu też nie zaszkodzi, a ostatecznie każdy z nas reaguje nieco inaczej. U nas jeszcze Mariusz się przymierza, ale też boi się, że w sezonie ślubnym, który nadal trwa, taki post będzie, z kilku powodów, niewykonalny.

      1. Wysiłek fizyczny jest niewskazany? Czy niemożliwy z powodu słabości? Bo jeśli niewskazany, to znaczy, że można sobie nim zaszkodzić, a tego bym wolała nie ryzykować. Jeśli zaś chodzi tylko o to, że ciężko jest utrzymać aktywność z powodu niedostarczania odpowiednich składników, to tak jak mówisz – warto spróbować 🙂

        1. Myślę, że zależy jaki to wysiłek i jak będzie reagował organizm. Jak mi w ostatnim tygodniu zabrakło energii, to po prostu zasypiałam na siedząco przy komputerze, więc mowy nie było o żadnym :). Siła na codzienne czynności, kiedy waga nie spada szybko i nie jest już za niska, a organizm dostaje codziennie te 800 kcal, w tym rano owoce – jest. Fitness, bieganie, duża aktywność fizyczna – odpadają.

  2. Podziwiam za wytrwałość 🙂 Mam pytane o perystaltykę jelit, kiedyś pisałaś o nietolerancji laktozy i fruktozy, więc się zastanawiam po ilu dniach przeszło i poczułaś się lepiej? Czy po 3 dniu, czy męczyło Cię przez cały czas? Ja niestety na samą myśl o jedzeniu surowych warzyw i owoców już czuję jak wyglądam na 9 miesiąc ciąży 🙁 Chociaż miałam dwuletnią fazę wegetariańską, więc pewnie bym sobie poradziła z warzywami, to te owoce mnie przerażają 🙂 Pozdrawiam ciepło. Ania

    1. Obawiałam się trochę tego jak to będzie z jabłkami, bo fruktozy jest w nich przecież sporo. Po 5 dniach było już w porządku, ale też jabłka dozowałam sobie po 1 sztuce dziennie, chyba że gdzieś poza domem dopadał mnie głód. Polecam te kwaśniejsze, mniej słodkie, od nich brzuch wyrasta trochę mniejszy :). Te kilka pierwszych dni to „przewracanie się flaków” – tak bym to określiła, inaczej się nie da. Potem nie było źle, można sobie to jabłko rozłożyć na raty, a ja je często dodawałam do koktajlu i po prostu „wypijałam” na raty.

      1. Rozumiem 🙂 Czyli nie jest tak źle, tylko trzeba przetrwać pierwsze dni 😉 Obawiam się, że teraz dla mnie już trochę za późno na taką dietę, jesień idzie plus moje żelazo niestety jest zbyt kiepskie. Ale może na wiosnę. Dziękuję za informacje.

  3. Pokarm na zmiany skórne ma znikomy wpływ. Wyjątkiem jest brak odpowiednich białek i witamin(na co się narażają ludzie którzy nie jedzą miesa- niestety wbrew ‚gazetowym szamanom od zdrowego trybu zycia’ mięsa nie da się zastąpić w diecie bez uszczerbku na zdrowiu). Polecam Ci na blizny(których się nie da usunąć to niemożliwe – medycyna nie zna sposobu a reklamy laserowa i innych metod to wyłudzanie pieniędzy – wystarczy porozmawiać z dobrym chirurgiem plastykiem) i przebarwienia na twarzy wyciąg alkoholowy z żywokostu – jestem sceptykiem ale to działa!!! Korzeń kroimy na kawałki i zalewamy wódką po 4 tyg gotowe. Smarujesz na noc. Powinno być oleiste i mieć czarna jak smoka barwę. Nic się nie umywa do tego jeśli chodzi o blizny, przebarwienia i inne zmiany skórne.

    1. Dzięki Ann za info o bliznach, moje zmniejszyły się po przeprowadzeniu postu, więc jestem zdania, że można je zredukować. Wiadomo, że nie znikną całkowicie. Jeśli uda mi się dostać korzeń żywokostu, chętnie sprawdzę przepis na wyciąg. Co do usuwania przebarwień laserem, zgadzam się w 100%, że medycyna estetyczna tu zupełnie nie pomaga i plamy wracają. Jeśli chodzi o mięso, to mam inne zdanie, bo właściwie prowadzona (podkreślę to, bo większość osób nie ma pojęcia, co to jest właściwie prowadzony weganizm i że wymaga on dużej wiedzy z zakresu odżywiania) dieta wegańska wspomagana suplementacją witaminy B12 jest w stanie zastąpić dietę mięsną. Ale to nie jest artykuł o weganizmie tylko o oczyszczaniu organizmu poprzez CZASOWĄ rezygnację z jedzenia mięsa, tłuszczu i nabiału :).

  4. Super wpis 🙂
    Tak myślę że na żylaki powinnaś spróbować MSM siarki ( poczytaj sobie)
    Ja stosuję łyżeczkę dziennie i już widzę różnicę 🙂
    Na przebarwienia na twarzy dobry kwas migdałowy 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

  5. Witam, mam pytanie odnosnie stosowania diety a pracy w restauracji
    Jestem teraz w trakcie czwartego dnia diety, podczas trzech poprzednich dni mialem wolne od pracy, natomiast dzis przez okolo 12h przebywam w restauracji, glownie na zapleczu w okolicach kuchni gdzie tluszcz „wisi” w powietrzu. Czy organizm moze przez zmysly wechu dostac informacje iz dostarczane sa znow produkty niepozadane podczas diety? Dodam iz czesc posilkow przygotowywalem bardzo blisko stanowisk kuchennych.

  6. Pani Doroto zachęca Pani do podjęcia postu Daniela a ja mam wrażenie że ten post to lipa,dzisiaj już jest 37 dzień postu i to przstegany bardzo rygorystycznie,jedyna pozytyw to utrata paru kg. Porównanie badania krwi przed postem a po 4 tygodniach, to jest duża różnica ale na niekorzyść np hemoglobina i żelazo, mój lekarz mówi że jak tak dalej pójdzie to jestem na dobrej drodze do anemi a na dodatek w dziewiątym dniu postu zaczęło okropnie boleć pod łopatkami i ten okropny ból utrzymuje się do dzisiaj ale pomimo tego chcę dotrwać do końca postu a potem odżywiać się tego jeszcze nie wiem jak ( obawiam się anemi).

    1. Panie Mariuszu, czy zapoznał się Pan z zawartością książek dr Dąbrowskiej? Są tam informacje o kryzysach ozdrowieńczych oraz o tym, że podczas postu mogą powrócić bóle związane z dawnymi urazami – to znak, że organizm robi porządki. Oczywiście proszę kierować się zaleceniami własnego lekarza, on historię Pańskiego stanu zdrowia powinien znać najlepiej :). Każdy człowiek ma różny stopień przyswajalności składników odżywczych, w tym żelaza, więc polecam pić kilka razy w tygodniu sok z kiszonego buraka. Czy korzysta Pan z moich jadłospisów, które udostępniałam w newsletterze? Opisuję tam również wychodzenie z postu, bo to bardzo ważna kwestia, której zaniedbanie może zaprzepaścić cały okres poszczenia. Po zakończeniu postu polecam odżywianie zgodnie z najprostszymi wytycznymi, które opisuję w swojej książce :). Po stopniowym wprowadzaniu kasz, orzechów, maku oraz niewielkich ilości mięsa najprawdopodobniej hemoglobina wróci Panu do normy. Trzymam kciuki za udane przejście całego postu i okresu wychodzenia z niego :D.

    2. Mariusz, dokończ post i zrób prawidłowe wyjście tj. tyle ile dni postu tyle dni wyjścia, co kilka dni dokładając kolejne produkty. Dopiero po ok 1-2 miesiące od zakończenia wyjścia zrób ponowne badania. Dasz tym samym czas swojemu ciału na regeneracje i usuniecie resztek po oczyszczaniu.

      1. Wychodzenie z postu nie musi trwać tak długo. Powinno zająć ok. 1/3 czasu trwania postu, czyli jeśli pościło się przez 6 tygodni, to wychodzenie potrwa 2 tygodnie. W moim newsletterze wysyłałam informacje o tym, jak powinien taki proces wychodzenia wyglądać, co i kiedy wolno wprowadzać, więc w razie potrzeby służę mailowo informacją :).

Napisz do mnie :)

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.