Magia codzienności

Od lat wstaję rano z łóżka i swoje kroki kieruję do łazienki, zakładając na siebie po drodze ulubioną, szarą bluzę z kapturem, w której później wracam do kuchni i, ziewając, włączam ekspres, żeby zrobić sobie pyszną kawę. Spieniam mleko kokosowe, dolewam małe espresso i biorę kubek do ręki, żeby stanąć z nim przy oknie i popatrzeć jak zaczyna się dzień, czasem może ponucić ulubiony utwór, który zdążyłam puścić z tabletu lub szybko wrócić do łóżka, przykryć się kołdrą i poczuć, jak po całym ciele przyjemnie rozchodzi się ciepło. Zaczyna się magia codzienności, bardzo ważny element mojego życia.

Kiedy dzwoni budzik, myśl o tej przyjemności, która jest oddalona zaledwie o kilkanaście kroków dzielących sypialnię i kuchnię, zachęca mnie do wstania z łóżka i nie włączania drzemki, która korci, oferując jeszcze kilkanaście minut słodkiego snu.

Magia codzienności – film wideo

Obejrzyj bezpośrednio na moim kanale na YouTube

Ktoś kiedyś powiedział, że to te małe, najdrobniejsze sprawy liczą się najbardziej i że to właśnie one, towarzysząc nam w codziennym życiu, składają się na ogromną radość, jaką możemy z niego odczuwać. Bo zupełnie inaczej patrzy się na świat, kiedy dostrzegamy, jak dobra była poranna jajecznica. Jak słodkie były te malutkie truskawki kupione od pana przy drodze. Jakim szerokim uśmiechem obdarzyła nas pani w sklepie. Jak pięknie wyszło zza chmur słońce, oświetlając firmowy pokój i jak dobrze móc porozmawiać z Anią w malutkim pomieszczeniu socjalnym, a jeszcze przyjemniej będzie z nią pójść po pracy na zakupy lub wieczorem do kina.

Oglądałam kiedyś uroczy film „About time” o podróżowaniu w czasie, w którym główny bohater, za namową swojego ojca, uczy się przeżywać każdy dzień dwukrotnie: pierwszy raz standardowo, a drugi – wiedząc co się wydarzy i nie zmieniając biegu zdarzeń, ale interweniując w te drobnostki, które sprawiają, że zupełnie inaczej patrzymy na codzienne problemy, rutynowe czynności i częściej potrafimy się uśmiechać.

Make small things count

Moja magia codzienności, odskocznia od zmartwień i marzenie, że kiedyś może będę dzielić ją z kimś równie stukniętym, kogo cieszy kompozycja kolorów na talerzu z obiadem i kto tańczy w kuchni, parząc kawę lub codziennie rano śpiewa pod prysznicem. Bo magia codzienności to jeden z elementów udanego związku z drugą osobą.

To niesamowite, jak ważne są te małe, drobne rzeczy, kiedy w brzuchu przestają latać motyle. Opadają największe, wariackie emocje, bo choć wydaje nam się, że nigdy to nie nastąpi, w każdym związku następuje naturalne przejście do kolejnej fazy, kiedy kończą się chwile, że nie można spać po nocach, a serce wali jak szalone i zaciska się gardło. Nadchodzi czas stabilizacji uczuć i pewności, a my decydujemy się być razem, podejmując przemyślaną decyzję, bo miłość to nie te pierwsze, wariackie motyle, lecz świadomy wybór osoby, z którą chcemy być, budzić się przy niej każdego ranka i powtarzać cały rutynowy, codzienny repertuar do grobowej deski.

Codzienność moich marzeń

Wymarzyłam sobie magię codzienności bardzo wyidealizowaną, bo lubię mieć fajne marzenia. Przez niemal 3 lata mojej samotnej podróży przez życie, przerywanej krótkimi okresami randek, które albo nie wnosiły niczego nowego, albo okazywały się kompletną pomyłką, przyzwyczajałam się do tego, że z tych wszystkich drobnostek będę się cieszyć sama i tylko czasami, w chwilach słabości, gdy na szczycie Empire State Building podziwiałam panoramę Nowego Jorku, na wyspie Boracay zachodziło słońce, malując biały piasek plaży pomarańczowo-różowo-fioletowymi barwami, kiedy podczas przemierzania australijskiej trasy z Darwin do Alice Springs śnieżnobiałe chmury, ułożone bajkowo na najbardziej błękitnym niebie, jakie kiedykolwiek dane było mi zobaczyć, kontrastowały z pomarańczową barwą tamtejszej ziemi, marzyłam w głębi serca, żeby móc kiedyś doświadczać jej we dwoje.

Poranek, kiedy można przywitać kogoś pocałunkiem i powiedzieć, że się go kocha. Wspólne śniadanie i patrzenie sobie w oczy znad kubka kawy. Grzanie swoich zmarzniętych stóp, pod stołem, o ciepłe stopy naszej drugiej połowy. Mrugnięcie do siebie światłami przed wyjazdem z parkingu. Wspólne gotowanie kolacji i pocałunki skradzione pomiędzy próbowaniem sosu z gorącej łyżki. Kwiaty przyniesione do domu bez okazji i leżenie przed telewizorem, kiedy razem ogląda się film, w misce można znaleźć resztki popcornu, a obok stoi pyszna herbata, grzane wino lub gorąca czekolada. Rozwieszone pranie, o którym nie trzeba sobie nawzajem przypominać. W takiej codzienności o wiele łatwiej o naczynia odniesione do zmywarki, zrobione zakupy i wypakowywanie ich w domu, sprzątanie i dzielenie domowych obowiązków, żeby proza dnia codziennego nie stała się rutyną nielubianych czynności wykonywanych tylko przez jedną osobę.

Harmonia wspólnych dni

Magia codzienności to także własna przestrzeń i szacunek dla prywatności, indywidualności i przestrzeni drugiej osoby, z którą idziemy przez życie. To czas, kiedy potrzebujemy i możemy być sami, gdy chcemy wybrać się bliżej lub dalej w pojedynkę lub spotkać z przyjaciółmi, znajomymi na mieście. Ktoś czeka na nas w środku nocy na peronie i pomaga nieść walizkę. Przynosi herbatę, kiedy godzinami siedzimy przed komputerem, bo zbliża się termin oddania projektu klientowi. Wracamy do domu z imprez czy dalszych lub bliższych podróży i wiemy, że za chwilę położymy się spać w zagrzanej przez drugie ciało pościeli. Już jestem. Dobranoc. Kocham cię.

Magia codzienności pozwala radzić sobie lepiej z codziennymi problemami i rutyną. To ona pracuje na nasze wspomnienia. Dbajmy, żeby po kilku latach postrzegać własne życie jako podróż przez codzienność, czy to samotną, czy we dwoje, pełną drobnych przyjemności, które, pomimo upływu czasu, nadal będą wywoływać uśmiech na naszej twarzy.

Dorota Kamińska

Blogerka kulinarna, fotograf, podróżniczka

Cześć, mam na imię Dorota i publikuję przepisy kulinarne z filmami wideo na DOROTA.iN i jestem autorką książki „Superfood po polsku”. Uwielbiam gotować i karmić siebie i innych, kiedyś moim hobby było pieczenie serników, a potem „wkręciłam się” w odchudzanie… posiłków ;). Od ładnych paru lat doradzam, jak jeść smacznie i zdrowo (da się!), żeby dobrze się czuć, mieć mnóstwo uśmiechu i energii oraz miło spędzać czas, nie tylko w kuchni.Więcej o mnie | Dorota Kamińska na G+

4 komentarze
  1. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem szczęściarą, bo jestem w związku już
    ponad 11 lat i jest cudownie. Nasza magia codzienności… wzajemny szacunek
    do siebie, ciepłe słowa, bliskość, wspieranie się wzajemnie, kino, spacery,
    rozmowy, jestem szczęśliwa widząc rano obok siebie moją drugą połówkę.
    Jeśli tego nie ma, to do każdego związku wkrada się rutyna i niestety
    często jest tak, że szczęście pęka jak bańka mydlana. Miłość trzeba
    pielęgnować, a to musi płynąć z dwóch stron 🙂 Pozdrawiam 🙂

  2. Radość z budzenia się koło drugiej osoby, radość z tego, jak ten ktoś wraca
    z pracy, drobne przyjemności codzienne – np. kupienie czegoś słodkiego, co
    ta druga osoba akurat lubi, ugotowanie komuś jego ulubionego dania… Jeśli
    to wszystko nawet po kilku latach wspólnego mieszkania sprawia Ci
    przyjemność, to jest właśnie ta magia codzienności. I nikt mi nie wmówi, że
    tak jest tylko na początku w związku, a potem już jest tylko rutyna – jeśli
    tak jest, to chyba nie jest związek na całe życie.

  3. Poruszyłas bardzo ciekawy temat liczy na wiecej takich 😉 Bedac w zwiazku
    nalezy pamietac ze nic nie jest na zawsze. O wzajemne relacje nalezy dbac
    nie tylko na poczatku zwiazku ale i po 10, 15 …..latach. Jesli sobie
    odpuscimy predzej czy pozniej zaczniemy zyc obok siebie a nie razem.

Napisz do mnie :)

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.